Zaczęłam zauważać, że mój syn na treningach potrafi grać odważnie, podejmować decyzje i pokazywać swoje umiejętności, a podczas meczu nagle staje się bardziej ostrożny.
Wiedziałam, że nie chodzi o brak umiejętności. Zaczęłam więc szukać odpowiedzi.
Chciałam zrozumieć, co dzieje się w jego głowie i jak mogę go wspierać, żeby nie dokładać mu presji, ale pomóc mu uwierzyć w siebie i swoje możliwości.
To właśnie wtedy zaczęła się moja droga do treningu mentalnego.
Im więcej czytałam, słuchałam i uczyłam się, tym bardziej interesowało mnie nie tylko to, dlaczego zawodnik zachowuje się w określony sposób, ale też jak ogromny wpływ na nasze życie mają nasze myśli, przekonania i sposób w jaki postrzegamy samych siebie.
Zaczęłam dostrzegać, że to, co dzieje się w naszej głowie, wpływa na nasze decyzje, zachowanie i cele, które sobie wyznaczamy. Może dodawać odwagi, ale może też sprawiać, że sami zaczynamy ograniczać swoje możliwości.
I właśnie wtedy trening mentalny przestał być dla mnie sposobem na rozwiązanie jednego problemu mojego dziecka. Stał się fascynacją człowiekiem i jego możliwościami.
Chciałam wiedzieć więcej. Zaczęłam więc uczyć się coraz intensywniej i szukać odpowiedzi nie tylko dla siebie i swoich dzieci, ale również dla innych młodych ludzi.
Jednym z najważniejszych etapów tej drogi była Akademia Trenerów Mentalnych Jakuba B. Bączka.
To właśnie tam poznałam konkretne metody i narzędzia pracy z obszarem mentalnym. Ale najważniejsze było dla mnie to, że nie uczyłam się ich wyłącznie po to, żeby później przekazywać je innym.
Najpierw sama musiałam przez nie przejść.
Pracowałam nad własnymi przekonaniami, celami, emocjami, poczuciem własnej wartości, sposobem myślenia i reagowania. Poznawałam i sprawdzałam na sobie narzędzia, których dziś używam w pracy.
Dzięki temu mogłam nie tylko poznać je od strony teoretycznej, ale również doświadczyć, jak działają w praktyce i co może zmienić świadoma praca ze sobą.
To doświadczenie było dla mnie bardzo ważne.
Trening mentalny nie polega przecież na powtarzaniu sobie, że „możesz wszystko”. Nie chodzi o pozytywne hasła, które mają na chwilę poprawić samopoczucie.
Chodzi o poznanie siebie, świadomą zmianę sposobu myślenia, konkretne narzędzia i działanie.
I właśnie takie podejście chcę przekazywać młodym zawodnikom.
Im więcej uczyłam się o człowieku, tym mocniej wracała do mnie myśl, że chcę tę wiedzę wykorzystać w pracy z młodymi ludźmi.
Widzę w nich ogromny potencjał. Jednocześnie wiem, jak łatwo można go nie zauważyć, kiedy młody człowiek zaczyna patrzeć na siebie przez pryzmat tego, czego jeszcze nie potrafi.
Dzisiaj dorastają w świecie pełnym bodźców, porównań i oczekiwań. Media społecznościowe pokazują im innych ludzi i ich sukcesy, zanim zdążą dobrze poznać samych siebie. Do tego dochodzi sportowa rywalizacja, wyniki, walka o miejsce w składzie i potrzeba udowadniania swojej wartości.
A przecież za każdym zawodnikiem stoi młody człowiek, który dopiero uczy się siebie.
Dlatego tak ważne jest dla mnie, żeby miał obok siebie dorosłego, który potrafi go wysłuchać, nie ocenia, ale też nie wyręcza.
Kogoś, kto potrafi powiedzieć:
„Widzę, że jest Ci trudno. Jestem obok. A teraz zobaczmy, co możemy z tym zrobić.”
Chcę być właśnie taką osobą.
Nie zaczynam od tego, co zawodnikowi nie wychodzi. Zaczynam od poznania człowieka.
Chcę wiedzieć, co jest dla niego ważne, jak patrzy na siebie, jak reaguje w trudnych sytuacjach, co dodaje mu pewności, a co sprawia, że zaczyna wątpić.
Szukamy jego mocnych stron i zasobów, bo to na nich można budować. Przyglądamy się również temu, co go zatrzymuje — bez oceniania i bez porównywania z innymi.
W pracy stawiam na zaufanie, dyskrecję i bezpieczeństwo. Chcę, żeby zawodnik miał przestrzeń w której może być sobą, mówić otwarcie i bez oceniania przyglądać się temu, co jest dla niego ważne.
Jeżeli pojawia się problem z pewnością siebie, presją, koncentracją, emocjami czy wyznaczaniem celów, nie szukam jednej szybkiej odpowiedzi.
Chcę zrozumieć, skąd dana trudność się bierze i czego naprawdę potrzebuje zawodnik, żeby móc sobie z nią poradzić.
Wykorzystuję do tego konkretne narzędzia treningu mentalnego, ale najważniejsza pozostaje relacja.
Chcę być osobą, przy której młody zawodnik może być sobą. Może powiedzieć, że się boi, złości, nie wierzy w siebie albo po prostu ma dość. Nie musi niczego udawać.
Moim zadaniem nie jest wierzyć za niego. Chcę wierzyć w niego tak długo, aż sam zacznie wierzyć w siebie.
A potem wspólnie przekładamy tę wiarę na działanie.
Bo sama wiara w siebie nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze cele, konsekwencja, determinacja i gotowość, żeby zrobić swoją część pracy.
I właśnie tego chcę uczyć: nie tego, jak zawsze wygrywać, ale jak poznawać siebie, korzystać ze swoich mocnych stron i działać również wtedy, kiedy nie jest łatwo.
Kiedy jesteśmy rodzicami, bardzo chcemy dla swoich dzieci jak najlepiej. Szczególnie wtedy, kiedy widzimy w nich potencjał i wiemy, ile wysiłku wkładają w to, co kochają.
Czasem ta troska sprawia, że zaczynamy za dużo podpowiadać, pytać, przypominać albo próbować znaleźć rozwiązanie za dziecko.
Nie mówię tego, żeby oceniać.
Sama jestem mamą i wiem, jak trudno czasem znaleźć granicę między wspieraniem a wywieraniem presji.
Dlatego w kontakcie z rodzicem ważne jest dla mnie przede wszystkim zrozumienie. Chcę pomóc spojrzeć na zachowanie dziecka z innej perspektywy — zastanowić się, co może się za nim kryć i jak można odpowiedzieć na nie w sposób, który będzie dla niego wspierający.
Nie chcę odbierać rodzicowi jego intuicji ani doświadczenia.
Chcę dać mu większą świadomość i konkretne wskazówki, które może wykorzystać w codziennych sytuacjach.
Bo młody zawodnik nie potrzebuje kolejnej osoby, która będzie mu mówiła, co ma robić.
Potrzebuje dorosłych, którzy wierzą w niego, dają mu przestrzeń i pomagają mu stopniowo brać odpowiedzialność za własną drogę.
Życie nauczyło mnie, że nie na wszystko mamy wpływ.
Nie zawsze będzie tak, jak sobie zaplanujemy. Nie każda decyzja przyniesie oczekiwany efekt. Nie każdy mecz wygramy. Nie zawsze dostaniemy powołanie. Czasem pojawi się kontuzja, zmiana drużyny, ławka albo moment zwątpienia.
Ale to nie oznacza, że trzeba się poddać.
Wierzę w wytrwałość, determinację i odpowiedzialność za to, co możemy zrobić dzisiaj. Wierzę też, że warto stawiać sobie ambitne cele i konsekwentnie pracować na ich realizację.
Bo osiąganie celów, które są naprawdę nasze, daje poczucie spełnienia. Nie chodzi jednak o sam wynik. Chodzi o świadomość, że robimy coś, co jest dla nas ważne, rozwijamy się i wykorzystujemy swój potencjał.
I właśnie tego chcę uczyć młodych ludzi.
Nie tego, że zawsze będzie łatwo.
Tylko tego, jak radzić sobie z tym, co pojawia się po drodze, nie tracąc z oczu tego, do czego dążymy.
Nie chodzi mi o wychowanie zawodnika wyłącznie na wynik. Chodzi o budowanie człowieka, który potrafi mierzyć wysoko i radzić sobie z drogą do celu.
Chcę, żeby ta praca była czymś więcej niż treningiem mentalnym.
Chcę, żeby młody zawodnik wychodził ze współpracy ze mną nie tylko jako lepszy zawodnik.
Chcę, żeby wychodził jako człowiek, który lepiej zna siebie, rozumie swoje emocje i reakcje, zna swoją wartość i wie, że ma wpływ na własną drogę.